Skip to content →

Kategoria: Onewierszstandy

Hanna Wędrychowicz / Max Nałęcz

Autorem wiersza jest Hanna Wędrychowicz, zaś onewierszstandu o tytule Nieprzerwana trwałość jest odpychającą perspektywą i wypada tak samo parszywie w nazwie lakieru do paznokci, jak i wtórując pojęciu egzystencji – Max Nałęcz. Zestaw można znaleźć w pierwszym numerze KONTENTu na str. 140-142.


forever red 001

kiedyś do was zadzwonię i powiem że lakier
nie klei się do paznokci. to przez czas
czas który odkleił się ode mnie
zasnąć

linią wąską jak ranka. poszarpana

i rozwarstwia się mocniej jeszcze okładka
moje kręgi jak. sobie z tym radzić jak.
znieść perspektywę niszczenia pamiętniczku


Zabawy w personifikację, animizację, materializacjęczy jakiekolwiek inne –zacje czasu można uważać za utarte schematy. Osobiście bardzo je jednak lubię, zwłaszcza, gdy robi się maziście, flądrowato, nieco niehigienicznie.

Czas jest tu jak gówniany lakier do paznokci, podobnie błahy mimo pompatycznego forever przy marce. Podmiot nie zostaje obrabowany z czasu, nie zabija go ani też nie traci. Ot, odkleił się od tego czasu. Jest to na przekór mnożącym się w literaturze antykonsumpcjonistycznym głosom piętnującym zatracanie się w tempie światła (na, ich danke!), jak i wszelkim apokaliptycznym wizjom krytyków przyśpieszenia społecznego, pokroju Thomasa Eriksena i jego „tyranii chwili”. Tutaj rzecz dzieje się bezwiednie; opadnięcie czasu dzieje się w wyniku bierności podmiotu, jego zgody i pokorności.

O ile czas jest banałem w ciasnym uniwersum wiersza, jego odbicie wywołuje konsternację u czytelnika. W procesie lektury ulega on jakiejś dziwnej deformacji. Trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia z jedną intensywną chwilą gromadzącą w sobie kilka impulsów, będącą chaotycznym zapisem absorbowania, przetwarzania i wypluwania bodźców w chwili napięcia, czy też zwartą relacją długiej nieprzespanej nocy. Szczególnie gdy czerwony lakier na paznokciach zastępują krwiste rany na ciele. Nie wiadomo, czy to accelerando czy ritardando – z czymkolwiek mamy do czynienia, nagle gwałtownie zmienia się i obraz, i funkcja podmiotu. Staje się konkretnym obiektem, jakby piorunochronem pomiędzy dwoma obrazami pojawiającymi się w wierszu – trywialności i destrukcji.

I właśnie w finalnej części, po tym kontrolowanym festiwalu błahości i mimowolności, kiedy już prąd ma zostać wpuszczony w grunt, pojawia się proces niszczenia. Zwłaszcza, że urywa się on dosłownie – kropki są wszędzie, poza samym finałem wiersza. Zniszczenie jest jedynie zapowiadane, obraz staje się biały przed nastąpieniem samego aktu. Może to egzaltowany zabieg mający dodać dramaturgii, może jest to autocenzura – samemu utworowi robi dobrze.

Jakim cudem przeszedłem z tematu lakieru do paznokci do sadomasochizmu? Wiersz jest, jakby nie patrzeć, cholernie chaotyczny, ale jego surowość dostarcza intensywności, którą łatwo zatracić w systematyczności. Mnie to nie przeszkadza, zawsze preferowałem no wave od neo-proga.


Hanna Wędrychowicz – (ur. 1996) – mieszka w Krakowie, ale nawet Podkarpacie by się do niej nie przyznało. Studiowała historię sztuki na UJ. Już nie kseruje książek dla prawników.

 

 Max Nałęcz – dziennikarz (min. „Gazeta Wyborcza”, mnóstwo jeszcze bardziej wstydliwych tytułów), tłumacz, animator i organizator imprez kulturalnych w Poznaniu. Cieszący się złą sławą członek Fundacji Kultury Akademickiej.

Ilustrowała Aleksandra Ćwikowska @Nibme.

Leave a Comment